Ach, co to był za ślub! - o zaślubinach legendarnej radzyńskiej bohaterki Cecylii Urszuli Potockiej

Ślub Cecylii Urszuli Potockiej - córki Eustachego i Marianny Potockich, który odbył się w Radzyniu Podlaskim 2 lutego 1767 roku, był wydarzeniem o dużej randze. I to zarówno ze względu na wysoką pozycję zajmowaną przez Potockich w ówczesnym życiu politycznym, intelektualnym i kulturalnym Rzeczypospolitej, jak i z powodu zakończenia przebudowy pałacu, który stał się perłą architektury rokokowej na skalę europejską. Ślub i wesele, na które zjechały najznamienitsze polskie rody, stał się znamienitą okazją do prezentacji wspaniałej rezydencji. Wydarzenie to związane jest też z radzyńską legendą, osnutą wokół tajemniczego kamienia. Wiele w niej fantazji, ale też ziarno prawdy.

Córka Potockich Cecylia Urszula stanęła na ślubnym kobiercu z godnym jej ręki starostą czerkaskim księciem Hieronimem Januszem Sanguszką.
Młodą parę w pobliskim kościele pw. Świętej Trójcy połączył węzłem małżeńskim 2 lutego 1767 r. sam Ignacy Krasicki „Książę Poetów” epoki oświecenia, przyjaciel rodziny, wówczas nowo mianowany biskup warmiński. Ponieważ dzień przed weselem obchodził urodziny, oddano na jego cześć sto salw z armat.
Uroczystość była na tyle głośna w kraju, że opisywały ją „Wiadomości Warszawskie” z dnia 11 II 1767 r.
 
Jeszcze w Radzyniu Cecylia Urszula urodziła syna - 26 października 1768 r. przyszedł na świat Eustachy Erazm, potem wyjechała z mężem do jego włości na Wołyniu. Tam urodziła córkę Teklę. Zmarła w 1772 roku, niespełna 5 lat po ślubie, w wieku zaledwie 29 lat.
Syn Cecylii Urszuli był posłem na Sejm Czteroletni z województwa lubelskiego w 1788 roku. W kwietniu roku 1790 został członkiem „deputacji do ułożenia regulaminu służbowego”. Walczył i odznaczył się pod Zieleńcami (23 czerwca otrzymał Virtuti Militari). 26 lipca 1792 w ostatniej potyczce pod Markuszowem ocalił ks. Józefa Poniatowskiego z poważnej opresji.
Eustachy Erazm Sanguszko był uczestnikiem Powstania Kościuszkowskiego (1794) jako generał major i dowódca dywizji. Pod Szczekocinami uratował życie Tadeuszowi Kościuszce. Walczył w obronie Warszawy, w trakcie czego został ranny 26 sierpnia 1794 r.
W 1812 r. był generałem brygady w sztabie Napoleona Bonaparte i tytularnym adiutantem cesarza, wiceregimentarzem pospolitego ruszenia Księstwa Warszawskiego. Brał udział w wyprawie na Moskwę.
Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Virtuti Militari, Krzyżem Kawalerskim Legii Honorowej. Jest autorem "Pamiętników" adresowanych do własnych dzieci. Przywołuje w nich sceny wojny roku 1792, rozegrane po części na jego włościach. Zmarł w 1844 r. w Sławucie na Wołyniu.
Miał troje dzieci, starszy syn Roman zwany "Sybirakiem" za udział w powstaniu listopadowym pieszo i w kajdanach powędrował na Sybir. Zesłany następnie na Kaukaz, odznaczył się w walkach z tubylczymi plemionami. W 1838 roku odzyskał prawa cywilne i przywileje szlacheckie. Dopiero w 1845 uzyskał formalnie zwolnienie z carskiej służby i pozwolenie na powrót do swoich dóbr. Osiadłszy w rodzinnej Sławucie zrobił wiele dla uprzemysłowienia miasteczka, opiekował się literaturą i sztuką, zgromadził słynne zbiory książek i obrazów. Urządził też wzorowo swoje gospodarstwo, gdzie założył fabrykę sukna i hodował konie arabskie. Jego jedyna córka Maria Klementyna wyszła za mąż za Alfreda Józefa Potockiego, ordynata łańcuckiego.
 
Legenda
 
Cecylia Urszula Potocka (według innych źródeł Urszula Cecylia) przeszła do radzyńskiej legendy pod swym drugim imieniem jako bohaterka romansu z ubogim szlachcicem Stanisławem Paszkowskim, a pamiątką tego ma być kamień o kształcie walca leżący w parku obok pałacu z odciśniętym końskim (według legendy - czarcim) kopytem. Świadkiem wesela są rosnące do dziś w parku, nieopodal pałacu – modrzewie. Dendrolodzy w 2017 roku ocenili ich wiek na 300 - 330 lat, więc mogły więc zostać zasadzone (wysiane) ok. roku 1680–1720 za czasów Stanisława Antoniego Szczuki i jego żony Konstancji pradziadków Cecylii Urszuli.
 
Radzynianka, czyli ballada o dwóch modrzewiach
 
Jakaż to para piękna i młoda
wiruje w świetle księżyca?…
Ona choć w bieli, złocie, brylantach
śmiertelnie blade ma lica.
 
On jak dąb rosły, szeroki w barach –
okryty strzępem kontusza,
po stronie serca krwawiąca rana,
lecz panny to nie porusza.
 
W parku radzyńskim niby zaklęci,
wpatrzeni w oczu swych głębię
tańczą pośród drzew, na tafli stawu,
nad nimi – białe gołębie.
 
Ona – księżniczka z Potockich rodu,
on – szarak z Paszk niedalekich.
Jak się poznali, jak pokochali –
któż zgadnie po tylu wiekach?
 
Mówią, że szlachcic spotkał Urszulę,
gdy konno w boru zbłądziła,
niedźwiedzia ubił, co chciał ją zgładzić.
Odtąd gdy północ wybiła
 
ona się tajnie z zamku wymyka
on kryje się pod modrzewiem.
– Czy ty mnie kochasz? – Tak! -Wyjdziesz za mnie?
– A tego to ja już nie wiem!
 
Serce ci wierne, lecz rodzic drogi
mą rękę Sanguszce daje.
– Nie bądźże córko uparta, głupia!
Z nim życie będzie ci rajem –
 
- mówią mi co dzień z rana, wieczora.
Ja nie chcę. Lecz cóż ja mogę?
Dadzą mnie jemu, nie patrząc na nic.
Ty, miły, ruszaj już w drogę.
 
W dzień przed weselem, gdy się spotkali,
by się pożegnać na wieki,
młodzian rozpaczy nie mogąc ukryć,
zaklął: - A niech to diabli!
 
I nagle rumak czarny się zjawił –
stanął tuż obok młodzieńca.
– Jedź ze mną, miła, będziemy razem,
miłość złączyła nam serca.
 
Wsiedli na konia, wziął ją w ramiona
i ruszył rumak ognisty,
lecz nogą trafił na wieki kamień.
Zarżał piekielnie. Rozbłysły
 
w pałacu oknach tysiące świateł …
Natychmiast gawiedź się zbiegła.
Konia nie było - wierzyć nie chcieli:
podkowa w kamień ugrzęzła.
 
A przerażeni tym kochankowie
za modrzewiami się skryli.
Przysięgli miłość: po grób i dłużej.
Serca na korze wyryli.
 
Mówią, że chora matka Urszuli,
czując, że śmierć przyjdzie wkrótce,
swą córkę Pannie Marii oddała.
To ocaliło jej duszę.
 
Nazajutrz rano wielkie wesele
w pałacu się odbywało.
Setki zaprzęgów gości szacownych
przywiozło z całego kraju.
 
Biskup Krasicki – Książę Poetów
w leżącym obok kościele
ślubu udzielił młodziutkiej parze -
Paszkowski lgnie do modrzewi.
................................................
Pięć lat minęło, oboje zmarli:
on – wojak zginął gdzieś w boju,
ona umarła dziecię powiwszy
u męża - hen, na Wołyniu.
 
A w parku do dziś para modrzewi
ręce wyciąga ku sobie…
Choć się kochają, tęsknią, są blisko –
ciągle się dotknąć nie mogą.
 
Chyba że zegar północ bić zacznie,
cienie zbudzi blask księżyca,
a wiatr potarga ręce modrzewi,
włoży jej dłoń w dłoń szlachcica.
 
Drzewa korę swą zrzucą swobodnie:
staje młodzian i obok dziewczyna
piękni jak wtedy, gdy się kochali.
W tan ruszą – bal się się zaczyna.
 
W rytmie walca Potocka z Paszkowskim
pośród parku z sobą wirują.
Północ bije, płyną sekundy,
kochankowie tego nie czują.
 
Zapatrzeni w swe oczy jak w gwiazdy,
w rytm serc swoich jak w baśnie wsłuchani,
zapomnieli o wiekach rozłąki
letnią nocą tak oczarowani….
.............................................
Raz dwunasty zegar uderzył.
Dźwięk ten przeszył im serca jak nóż!
Kora szara okryła ich ciała.
Nie ma dwojga ni walca i już.
 
Czasem płacz cichy w parku usłyszysz,
jakiś jęk się odezwie żałosny….
Myślisz: – Stary nasz modrzew zaskrzypiał –
a to szloch po zabitej miłości.
 
Anna Wasak
 
Jak na wstępie wspominałam, uroczystość była na tyle głośna w kraju, że opisywały ją „Wiadomości Warszawskie” z dnia 11 II 1767 r.:
“Naznaczony dzień wesela Jejmości panny Cecylii Potockiej – córki Jchmć Państwa Generalstwa Artylerii Litewskiej, na dzień 2 miesiąca tegoż [lutego] zaczęli się zjeżdżać różni Jchmć, chociaż ten akt prywatnie chciano odprawić.
Dnia 1 lutego, jako w dzień rodzin Księcia Jmci Biskupa Warmińskiego, 100 razy z armat dano. Po tym ok. godz. 11. w zamkowej kaplicy było błogosławieństwo Jchmości Państwa Młodych. Po obiedzie tańce się zaczęły i nowych dystyngowanych gości wiele przybyło.
Dnia 2. o godzinie 7. wieczór Książę Jmć Biskup Warmiński Jchmć Państwu Młodym dawał szlub, do którego Jejmć Panna Młoda prowadzona była przez Księcia Jmci Sanguszka – Marszałka Wielkiego Ks. Lit [ojca pana młodego], brata swego starszego Kajetana, młodzi zaś trzej bracia ogon od roby za nią nieśli. Od szlubu taż prowadzona przez Ojca swego Jmci Pana generała i Jmci Pana Wojewodę Brzyskiego. Przez całą benedykcję [uroczystość] szlubną nieustannie z armat dawano.”
Po niemal stu latach ślub ten wspominano w "Tygodniku Ilustrowanym" z 27 października 1860 r. (str. 537) i tak opisywano uroczystości: „Kiedy Państwo Eustachostwo Potoccy wydawali córkę najstarszą Urszulę za księcia Sanguszkę, starostę czerkaskiego, Radzyń był świadkiem wspaniałych uroczystości i znakomitego zjazdu.” ….. i dodano: „Było to r. 1767. Pan Generał (Eustachy Potocki – przyp. aut.) sam prowadził córkę do ołtarza, i wyglądał jakby odmłodniony wśród tej atmosfery radości rodzinnej. Żona jego także wkrótce zdrowszą się czuła, tak iż mogła...., udać się z nim razem do Warszawy…”